*perspektywa Emily* Kiedy już rozstałam
się z Zoey, skierowałam się w kierunku swojego domu. Zaczęło się ściemniać, ale
się nie bałam, bo bardzo lubię łazić po ciemku. Wtedy nikt ani nic mi nie
przeszkadza w rozmyślaniu. A wiec szlam jak zwykle beztrosko, gdy nagle zza
rogu wyskoczyło dwóch dresiarzy palantów. Zignorowalam ich. Po prostu minęłam
typków i poszlam dalej, jednak byli wyjątkowo namolni. -Ej! Mark! Patrz jaka
laska sie tu kreci po osiedlu! - odezwał się chłopak o rudych włosach i jasnej
karnacji. -Uuuu... Takiej to jeszcze nie widziałem! - odparł ten drugi, Mark o
strasznie wrednym wyrazie twarzy. Widać było, ze jest o wiele bardziej
rozgarnięty niż rudzielec. -Odwalcie się ode mnie ciołki! - rzuciłam do nich
ostro, poniewaz zaczeli mnie irytowac swoimi debilnymi tekstami. -Jaka
agresywna! To lubie.. - Mark mówiac to, cały czas się do mnie zbliżał. Kiedy
stal zaledwie centymetr ode mnie z całej siły złapał mnie za ramiona i zaczal
mna potrzasac. Nie wiem dlaczego nie uciekałam. Chyba po prostu mnie
zamurowalo. Pozniej, co bylo bardzo dziwne, pocałował mnie. Ale to nie było
mile, ani trochę. Czułam się jakbym dopiero co zwróciła kolacje. Właśnie brałam
zamach nogą, żeby porządnie go kopnąć, kiedy nagle poczułam, że nieznajoma mi siła
odrzuca mojego prześladowcę daleko od miejsca w którym znajdował się przed
sekunda. Okazało się, ze z pomocą przyszedł mi jakiś nieznajomy. Nie widziałam
go wcześniej. Miał czarne włosy i był meega przystojny, ale rzecz jasna nie
zamierzałam okazywać, jakie zrobił na mnie wrażenie odganiając dresów. Kiedy
już zwiali, podszedł do mnie i spontanicznie mnie przytulił. Wkurzyłam się. -Co
to ma znaczyć?! - warknęłam - Przecież nawet cie nie znam! Łapy przy sobie!
-Chciałem tylko pomoc.. Bałem się, ze coś ci zrobią. - odparł zmieszany. -
Pffff... Że mi coś zrobią? Chyba żartujesz. Sama powaliłabym obydwóch na łopatki. Tylko by skwierczeli. A ty zabrałes mi okazje zemsty, frajerze! -
krzyknęłam, po czym obróciłam się na piecie i poszłam, zostawiając go samego na środku drogi.
*perspektywa Zoey* A wiec szlam dość
szybko długimi chodnikami, mijając różne obiekty. Na dworze była bardzo mila
atmosfera, taka ciepła, przyjemna. Żyć nie umierać! Ale nie mogę stać i
zastanawiać się nad tym bo i tak jestem spóźniona. Jeszcze bardziej
przyspieszyłam. Za około pięć minut byłam na miejscu. Upewniłam się, czy na
pewno dobrze trafiłam, a następnie wzięłam trzy głębokie wdechy, po czym
weszłam do środka. Pierwsza rzecz którą zauważyłam? Nie chcecie wiedzieć.. To
co zobaczyłam było obrzydliwe, irytujące i chamskie. Oto przede mną, przy barze
siedział nie kto inny, jak mój ukochany Z JAKĄŚ BLONDYNĄ na kolanach. Dziewczyna
miała na sobie obcisłą miniówę i top takiego samego kroju. Kleiła się do niego
jak świnia. A co na to Dan? Oczywiście był zachwycony i odwzajemniał każdy jej
pocałunek. W tym momencie targały mną różnorodne emocje od żalu, przez smutek
do nieopanowanej furii. Wszystko to rozdzierało mnie od środka wiec nie
wahałam się już ani chwili dłużej. Podeszłam do niego i wymierzyłam mu
siarczysty policzek. Wtedy łzy zaczęły mi cieknąć ciurkiem po twarzy z taka
obfitością, ze cale dzieło Emily diabli wzięli. -Ale z ciebie baran! A ja ci
ufałam... - szepnęłam, ale on mi przerwał - To nie jest tak jak myslisz
kochanie..- powiedzial jak w przereklamowanych telenowelach. -To jak jest?! Ślinisz się do tej wymalowanej laluni, i co? To nic nie znaczy? Daruj sobie, bo
sie jeszcze bardziej pograzysz...- skierowalam ostatnie słowa w jego kierunku,
po czym cala zapłakana wyszłam z klubu. Jak on mógł mi to zrobić? Był dla mnie
wszystkim, a teraz przez moja naiwność zostałam z niczym. Zaczęłam biec.
Wiedziałam dokąd chce się udać. Biegłam do mojego ulubionego miejsca. Do parku.
Usiadłam tam na jednej z lawek znajdujacych sie pod jakimś drzewem i zaczęłam
zalewać się łzami. I wtedy coś sobie uświadomiłam. A mianowicie to, że scena
jaka rano widziałam przez okno któregoś z domków była prawdziwa. Nic mi się nie
wydawało. Tam był Dan i identycznie jak w klubie obściskiwał sie z jakąś
dziewczyną. To jeszcze bardziej mnie rozkleiło i zaczęłam głośno szlochać.
*perspektywa Zayna* -Chciałem ci powiedzieć, że jakiś czas temu była tu Perrie, no i wiesz.. Zrobiła kolejną awanturę. Nie
wiem co z tego wyniknie, ale zapowiada się groźnie – poinformował mnie Niall z
lekkim rozbawieniem. –No cóż. –odparłem – Chyba pozostaje nam tylko czekać. –
wyruszyłem w strone sypialni. Chciałem się położyć i odpocząć. Jednak zaraz
zmieniłem zdanie. Obawiałem się, że ona przyjdzie tu znowu, co było bardzo
prawdopodobne. Zrezygnowałem więc ze swojego uprzedniego planu i – wpadając po
drodze do kuchni po chrupki – wyszedłem z domu. Był ciepły wieczór, toteż
pomyślałem, że zrobię sobie długi spacer wokół miasta. Szedłem dość krótko,
kiedy przechodząc obok parku zauważyłem małą skuloną postać siedzącą ławce i
cichutko łkającą. Bez zastanowienia podszedłem bliżej i usiadłem obok wpatrując
się w bezbronną dziewczynę, znajdującą się tuż obok. Chyba nie usłyszała, że
przyszedłem. –Przepraszam.. Czy coś się stało? –odezwałem się pochylając się
nad nią. – Może ci pomóc? - zaproponowałem. Nieoczekiwanie nieznajoma wtuliła
się we mnie. Była przerażona i zrozpaczona. Nie wiedziałem jak się zachować,
ale ostatecznie przygarnąłem ją do siebie i zacząłem głaskać po głowie. –Czy ktoś
ci coś zrobił? – chciałem się dowiedzieć. Podniosłem jej głowę za podbródek do
góry, tak żeby spojrzała mi w oczy. I wtedy ją poznałem. To była ta dziewczyna,
którą dziś spotkałem. Trudne było zidentyfikowanie jej ze względu na rozmazany
makijaż i lekko podpuchnięte oczy. – Zoey, powiedz. Może dam radę ci jakoś pomóc.
– zachęciłem łagodnie. Patrzyła na mnie nieufnie swoimi pięknymi zielonymi
oczami. Były zaszklone i gotowe do wylania kolejnego potoku łez. Zebrała się
jednak na odwagę. –No… dobrze… - zaczęła, po czym opowiedziała mi cała historię
o swojej nieszczęśliwej miłości. Po czym nie wytrzymała i znowu się we mnie
wtuliła, mocząc mi koszulkę. Szlochała cicho, tak jakby chciała, abym jej nie
usłyszał. –Wszystko się ułoży.. A teraz spróbuj o nim nie myśleć. Wiem, że to
trudne, ale musisz się z tym pogodzić. – przytuliłem ją mocniej, aby czuła się
bezpieczna. Czułem jej zapach, dotyk, co wywołało motyki w brzuchu. Do tej pory
nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale jednak coś takiego istnieje
i doświadczam właśnie tego na własnej skórze.
Było mi strasznie żal Zoey. On jest taka bezbronna… Potrzebuje teraz przyjaciela. Kogoś, kto będzie ją wspierał. Nie chce mieć chłopaka. Przez tego dupka jej życie się zawaliło. Postanowiłem sobie, że postaram się z nią zaprzyjaźnić. To jedyny sposób, aby spędzać z nią więcej czasu, aby móc na nią patrzeć i podziwiać. Aby myśleć o tym, że nigdy nie będzie się mogło jej pocałować, szczerze przytulić, pogłaskać po policzku. Prawdziwa miłość bardzo często jest nieosiągalna i nieszczęśliwa. –Odprowadzić cię do domu? – zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Spojrzałem na nią i wtedy zauważyłem, że po prostu zasnęła. Słodko zasnęła, a ja, nie chcąc jej budzić, pozwoliłem aby odpoczęła sobie wtulona w mój tors.
Było mi strasznie żal Zoey. On jest taka bezbronna… Potrzebuje teraz przyjaciela. Kogoś, kto będzie ją wspierał. Nie chce mieć chłopaka. Przez tego dupka jej życie się zawaliło. Postanowiłem sobie, że postaram się z nią zaprzyjaźnić. To jedyny sposób, aby spędzać z nią więcej czasu, aby móc na nią patrzeć i podziwiać. Aby myśleć o tym, że nigdy nie będzie się mogło jej pocałować, szczerze przytulić, pogłaskać po policzku. Prawdziwa miłość bardzo często jest nieosiągalna i nieszczęśliwa. –Odprowadzić cię do domu? – zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Spojrzałem na nią i wtedy zauważyłem, że po prostu zasnęła. Słodko zasnęła, a ja, nie chcąc jej budzić, pozwoliłem aby odpoczęła sobie wtulona w mój tors.
super,czekam na następny.u mnie rozdział bd jutro.Pacia Mała Divvvvaaaaa
OdpowiedzUsuń