niedziela, 31 marca 2013

Rozdział drugi.



*perspektywa Emily*
Właśnie siedziałam w swoim pokoju, malując paznokcie, gdy zadzwonił telefon. Po dzwonku 'Airplanes' rozpoznałam, że to moja przyjaciółka się do mnie dobija. Pokonałam więc wrodzone lenistwo i ruszyłam się z łóżka, żeby odebrać.
-Halo? - zaczęłam
-Siemka - usłyszałam w odpowiedzi
-Siema skarbie, co u ciebie?
-W sumie to w porządku. Pamiętasz, że masz przyjść do mnie za pół godziny, żeby pomóc mi się uczesać na randkę? - CHOLERA! na śmierć o tym zapomniałam..
-Taaaak.. Pamiętam. - odpowiedziałam pakując już potrzebne mi rzeczy do torby ze zdjęciem wilka na przodzie.
-To dobrze. Wiesz, jestem strasznie szczęśliwa! Jednak mam obawy.. Boję się, że coś nie wypali.
-Z tym twoim facetem, to różnie może być, przecież wiesz. Na samym początku mówiłam Ci , żebyś na niego uważała. To niezły krętacz.
-Kocham go. - odparła.
-Wiem - powiedziałam, uśmiechając się. Jeśli Zoey była szczęśliwa, to ja tym bardziej. Ostrzegałam ją tylko dlatego, iż byłam prawie pewna, że kiedyś przez Dana jej radość przerodzi się w smutek i ból.
-Muszę kończyć. - usłyszałam - Papa .
-Pa. - rozłączyłam się. Praktycznie już się spakowałam. Zeszłam więc jeszcze na dół do kuchni, żeby coś przegryźć. Zdecydowałam się na ciasteczka i sok. Gdy wzięłam mój 'prowiant' zasiadłam przed telewizorem. Latałam po kanałach, kiedy nareszcie znalazłam coś ciekawego. Były to najnowsze wiadomości i była w nich Zoey! Moja Zoey! Ale z jakiego powodu ona... Kto ją trzyma za rękę? Jezuu.. To Zayn Malik z zespołu One Direction! Gdy się dowiedziałam z kim moja przyjaciółka się dziś prowadzała, od razu wyłączyłam TV i łapiąc w pośpiechu torbę wybiegłam z domu. Po kilku minutach byłam pod jej drzwiami. Zziajana nacisnęłam na dzwonek.
-Masz mi może coś do powiedzenia? - zapytałam, kiedy mi otworzyła, unosząc lekko brew ku górze.
-Ekhemmm.. No bo wiesz.. Słyszałaś już o tym, że spotkałam się dziś z Malikiem z 1D, prawda? - zapytała rumieniąc się i marszcząc nieznacznie czoło.
-Owszem, słyszałam. TYLKO SZKODA, ŻE NIE OD CIEBIE! - wrzasnęłam na nią dla żartów, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - To może wejdziemy do środka? - zaproponowałam.
-No tak. Zapomniałam o tym. - odparła chichocząc.
Usiadłyśmy na kanapie w salonie, gdzie Zoey opowiedziała mi dokładnie co jej się dziś przytrafiło.
-Ładna historia!
-Oj wiem.. Ale on wcale nie wygląda tak pedalsko, jak nam się zawsze wydawało. - powiedziała.
-No ja tam pewna nie jestem. - odpowiedziałam- Ale może weźmiemy się za to czesanie bo się nie wyrobisz!
-O Boże! Faktycznie! Już późno. - skwitowała. Poszłyśmy więc do łazienki i rozpoczęłyśmy przygotowania.
*perspektywa Zayna*   Przez chwilę, sam nie wiem dlaczego, stałem w bezruchu tępo gapiąc się w jeden punkt. Kiedy nareszcie zdołałem się poruszyć, wydostałem się z ciemnego zakątka i powolutku ruszyłem do domu. Nie zwracałem uwagi na reporterów. Szczerze? Miałem ich w dupie. Po co mam się im zwierzać? Przecież to nie są moi przyjaciele, a wręcz przeciwnie.. nienawidzę ich. Nienawidze za niszczenie mi życia i mojej prywatności. Nawet nie zauważam kiedy, docieram na miejsce. Gramolę się po schodkach i kluczem otwieram zamek. -Siema! -krzyczę od progu z lekka przygnębiony. -Siema stary! -słyszę odpowiedź mojego współlokatora, Nialla. -Długo cie nie było. - dodał z podejrzliwa mina, jakby wiedział, co robiłem jeszcze pol godziny temu. -Ekhmm.. Zasiedziałem się. - odparłem po chwili. -Akurat w to to ja nie wątpię. - zakpił ze mnie blondyn - Tylko pytanie z kim spedzałes tak milo czas. - zerknął na mnie z rozbawieniem wymalowanym na fizysie. -Juz jestem w telewizji? - westchnąłem, bardziej stwierdzając niż pytając. -Niestety tak przyjacielu. Ale to nie wszystko co mam ci do powiedzenia - oznajmił, po czym spochmurniał, a ja uświadomiłem sobie, ze chyba wiem, o co mu chodzi.
*perspektywa Zoey* Weszłyśmy do łazienki i zaczęłysmy przygotowania. Emily, oprócz ślicznej fryzury, zrobiła mi nieziemski makijaż. -Całkiem nieźle mi to wyszło - skwitowała moja przyjaciółka, przyglądając się swojemu dziełu. -Całkiem nieźle?! Kobieto! Ty masz prawdziwy talent! - krzyknęłam z oburzeniem. - Dobra, dobra! Niech ci będzie! Trochę lepiej niż nieźle. - na jej uwagę przewróciłam oczami. - A tak w ogóle, to ty młoda, wiesz która już godzina? - zwróciła się do mnie, a jej brwi powędrowały ku gorze. -Jeju! Już 19.30! Musze spadać! - oznajmiłam po czym poczułam nieprzyjemne kopniecie. -A to co miało być?! - wrzasnęłam kolejny raz dzisiejszego wieczoru. -Taki tam kopniak na szczescie. - wyszczerzyla sie do mnie, a ja pokazałam jej język. -Nie obrażaj się na mnie - poprosiła - Powodzenia. Jak mówili w Igrzyskach Smierci? Chyba : "I niech los zawsze ci sprzyja" - powtórzyłyśmy już wspólnie i przytuliłyśmy się do siebie. Zgarnęłam torebkę z kanapy w salonie i obie ruszyłyśmy do drzwi. Pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Byłam bardzo zadowolona, szlam lekko i swobodnie, nie wiedząc, ze na miejscu zastane coś, co na maksa mnie zaskoczy.



________________________________________________________

Bardzo, bardzo was proszę: JESTEŚ = CZYTASZ = PISZESZ KOMENTARZ, to dla mnie bardzo ważne, bo chciałabym znać opinie innych na temat mojej opowieści.
Kocham Was. xx