*perspektywa Zayna* Zostawiając Zoey pod domem miałem w głowie wiele rzeczy. Pierwszą z nich było uczucie, którym niezaprzeczalnie ją darzyłem. Nie miałem pojęcia jak silne ono jest, w końcu znaliśmy się zaledwie jeden dzień. Trochę mało jak na głębsze poznanie się i zweryfikowanie, ile nas łączy i ile nas dzieli. Aczkolwiek byłem pewien, że zbyt długo bez niej nie wytrzymam. Ledwie zniknęła za drzwiami, a ja już zatęskniłem za jej dotykiem, oddechem. Wielką satysfakcję sprawiało mi podtrzymywanie jej, aby nie upadła, chronienie, by nie zrobiła sobie krzywdy oraz pocieszanie, gdy było jej smutno. Od razu postanowiłem więc, że dam jej się wyspać, a wieczorem do niej zadzwonię i umówię się z nią. Nie, nie na randkę, jeszcze nie oszalałem. Po prostu na kawę, naleśniki, albo zwyczajnie na spacer. Chciałbym ją lepiej poznać, porozmawiać o różnych rzeczach, kilka z nich wyjaśnić i uświadomić. Drugą sprawą była Perrie. Kiedy chodziłem z nią, zachowywała się w miarę przyzwoicie, poza małymi wykroczeniami, które wtedy dziwnym sposobem jakoś mi umykały. Przede wszystkim za wszelką cenę usiłowała być w centrum uwagi i zainteresowania. Często zachowywała się kontrowersyjnie. Przyznaję, ogólnie nie odpowiada mi takie zachowanie, ale jak jest się zakochanym, nie widzi się wielu rzeczy. Na szczęście w końcu przejrzałem na oczy. Tyle, że teraz, pomimo tego, że nie jesteśmy już razem, ona regularnie pojawia się w moim życiu, robiąc straszne zamieszanie. Bałem się, że jak się dowie o Zoey, postanowi ją w jakiś sposób upokorzyć. Tak, a więc to były właśnie najważniejsze tematy moich rozmyślań. Oczywiście poza wieloma innymi, których nie mam humoru wymieniać, z resztą w tej chwili są mało istotne. Kiedy dotarłem wreszcie do domu, już od progu zauważyłem Nialla rozłożonego na kanapie z otwartą buzią. Na ten widok pokręciłem tylko z rezygnacją głową, po czym wybrałem się do pokoju, aby pograć na gitarze. Zazwyczaj wyciszało mnie to i uspokajało. (...) Po pewnym czasie zza drzwi zajrzał do mnie zaspany współlokator, któremu swoją drogą, włosy sterczały na wszystkie możliwe strony.
- Obudziłeś mnie. - wychrypiał z na wpół zamkniętymi oczami.
- Trudno. Zrób sobie kawę, albo weź zimny prysznic. - odpowiedziałem kierując swój wzrok z powrotem na struny gitary.
- A swoją drogą to gdzie byłeś przez całą noc? - ciągnął dalej, idąc w moim kierunku, aby ostatecznie usiąść obok mnie na łóżku.
- Z Zoey. - rzuciłem. Wymawiając jej imię, poczułem jakby tysiąc motyli zawirowało nagle w moim brzuchu.
- Z Zoey? A kto to? - powiedział, ale szybko sam sobie odpowiedział. - Aha... To ta dziewczyna, z którą Cię zastali wczoraj?
- Taa. - odparłem z zażenowaniem, bo jego upierdliwość zaczęła mnie już powoli irytować.
- Ale całą noc? Co wyście robili? - dociekał, ale właśnie w tym momencie moja cierpliwość dobiegła końca.
- A co cię to, do jasnej cholery, obchodzi? - odparowałem, podnosząc się i odkładając instrument na miejsce. - Lepiej idź zrób coś do jedzenia, bo zaczynasz być strasznie wkurzający. - dodałem, po czym wybyłem z pomieszczenia, żeby za kilka minut zniknąć za drzwiami łazienki.
*perspektywa Zoey*