środa, 1 maja 2013

Rozdział trzeci.



*perspektywa Emily* Kiedy już rozstałam się z Zoey, skierowałam się w kierunku swojego domu. Zaczęło się ściemniać, ale się nie bałam, bo bardzo lubię łazić po ciemku. Wtedy nikt ani nic mi nie przeszkadza w rozmyślaniu. A wiec szlam jak zwykle beztrosko, gdy nagle zza rogu wyskoczyło dwóch dresiarzy palantów. Zignorowalam ich. Po prostu minęłam typków i poszlam dalej, jednak byli wyjątkowo namolni. -Ej! Mark! Patrz jaka laska sie tu kreci po osiedlu! - odezwał się chłopak o rudych włosach i jasnej karnacji. -Uuuu... Takiej to jeszcze nie widziałem! - odparł ten drugi, Mark o strasznie wrednym wyrazie twarzy. Widać było, ze jest o wiele bardziej rozgarnięty niż rudzielec. -Odwalcie się ode mnie ciołki! - rzuciłam do nich ostro, poniewaz zaczeli mnie irytowac swoimi debilnymi tekstami. -Jaka agresywna! To lubie.. - Mark mówiac to, cały czas się do mnie zbliżał. Kiedy stal zaledwie centymetr ode mnie z całej siły złapał mnie za ramiona i zaczal mna potrzasac. Nie wiem dlaczego nie uciekałam. Chyba po prostu mnie zamurowalo. Pozniej, co bylo bardzo dziwne, pocałował mnie. Ale to nie było mile, ani trochę. Czułam się jakbym dopiero co zwróciła kolacje. Właśnie brałam zamach nogą, żeby porządnie go kopnąć, kiedy nagle poczułam, że nieznajoma mi siła odrzuca mojego prześladowcę daleko od miejsca w którym znajdował się przed sekunda. Okazało się, ze z pomocą przyszedł mi jakiś nieznajomy. Nie widziałam go wcześniej. Miał czarne włosy i był meega przystojny, ale rzecz jasna nie zamierzałam okazywać, jakie zrobił na mnie wrażenie odganiając dresów. Kiedy już zwiali, podszedł do mnie i spontanicznie mnie przytulił. Wkurzyłam się. -Co to ma znaczyć?! - warknęłam - Przecież nawet cie nie znam! Łapy przy sobie! -Chciałem tylko pomoc.. Bałem się, ze coś ci zrobią. - odparł zmieszany. - Pffff... Że mi coś zrobią? Chyba żartujesz. Sama powaliłabym obydwóch na łopatki. Tylko by skwierczeli. A ty zabrałes mi okazje zemsty, frajerze! - krzyknęłam, po czym obróciłam się na piecie i poszłam, zostawiając go samego na środku drogi.
*perspektywa Zoey* A wiec szlam dość szybko długimi chodnikami, mijając różne obiekty. Na dworze była bardzo mila atmosfera, taka ciepła, przyjemna. Żyć nie umierać! Ale nie mogę stać i zastanawiać się nad tym bo i tak jestem spóźniona. Jeszcze bardziej przyspieszyłam. Za około pięć minut byłam na miejscu. Upewniłam się, czy na pewno dobrze trafiłam, a następnie wzięłam trzy głębokie wdechy, po czym weszłam do środka. Pierwsza rzecz którą zauważyłam? Nie chcecie wiedzieć.. To co zobaczyłam było obrzydliwe, irytujące i chamskie. Oto przede mną, przy barze siedział nie kto inny, jak mój ukochany Z JAKĄŚ BLONDYNĄ na kolanach. Dziewczyna miała na sobie obcisłą miniówę i top takiego samego kroju. Kleiła się do niego jak świnia. A co na to Dan? Oczywiście był zachwycony i odwzajemniał każdy jej pocałunek. W tym momencie targały mną różnorodne emocje od żalu, przez smutek do nieopanowanej furii. Wszystko to rozdzierało mnie od środka wiec nie wahałam się już ani chwili dłużej. Podeszłam do niego i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Wtedy łzy zaczęły mi cieknąć ciurkiem po twarzy z taka obfitością, ze cale dzieło Emily diabli wzięli. -Ale z ciebie baran! A ja ci ufałam... - szepnęłam, ale on mi przerwał - To nie jest tak jak myslisz kochanie..- powiedzial jak w przereklamowanych telenowelach. -To jak jest?! Ślinisz się do tej wymalowanej laluni, i co? To nic nie znaczy? Daruj sobie, bo sie jeszcze bardziej pograzysz...- skierowalam ostatnie słowa w jego kierunku, po czym cala zapłakana wyszłam z klubu. Jak on mógł mi to zrobić? Był dla mnie wszystkim, a teraz przez moja naiwność zostałam z niczym. Zaczęłam biec. Wiedziałam dokąd chce się udać. Biegłam do mojego ulubionego miejsca. Do parku. Usiadłam tam na jednej z lawek znajdujacych sie pod jakimś drzewem i zaczęłam zalewać się łzami. I wtedy coś sobie uświadomiłam. A mianowicie to, że scena jaka rano widziałam przez okno któregoś z domków była prawdziwa. Nic mi się nie wydawało. Tam był Dan i identycznie jak w klubie obściskiwał sie z jakąś dziewczyną. To jeszcze bardziej mnie rozkleiło i zaczęłam głośno szlochać.
*perspektywa Zayna* -Chciałem ci powiedzieć, że jakiś czas temu była tu Perrie, no i wiesz.. Zrobiła kolejną awanturę. Nie wiem co z tego wyniknie, ale zapowiada się groźnie – poinformował mnie Niall z lekkim rozbawieniem. –No cóż. –odparłem – Chyba pozostaje nam tylko czekać. – wyruszyłem w strone sypialni. Chciałem się położyć i odpocząć. Jednak zaraz zmieniłem zdanie. Obawiałem się, że ona przyjdzie tu znowu, co było bardzo prawdopodobne. Zrezygnowałem więc ze swojego uprzedniego planu i – wpadając po drodze do kuchni po chrupki – wyszedłem z domu. Był ciepły wieczór, toteż pomyślałem, że zrobię sobie długi spacer wokół miasta. Szedłem dość krótko, kiedy przechodząc obok parku zauważyłem małą skuloną postać siedzącą ławce i cichutko łkającą. Bez zastanowienia podszedłem bliżej i usiadłem obok wpatrując się w bezbronną dziewczynę, znajdującą się tuż obok. Chyba nie usłyszała, że przyszedłem. –Przepraszam.. Czy coś się stało? –odezwałem się pochylając się nad nią. – Może ci pomóc? - zaproponowałem. Nieoczekiwanie nieznajoma wtuliła się we mnie. Była przerażona i zrozpaczona. Nie wiedziałem jak się zachować, ale ostatecznie przygarnąłem ją do siebie i zacząłem głaskać po głowie. –Czy ktoś ci coś zrobił? – chciałem się dowiedzieć. Podniosłem jej głowę za podbródek do góry, tak żeby spojrzała mi w oczy. I wtedy ją poznałem. To była ta dziewczyna, którą dziś spotkałem. Trudne było zidentyfikowanie jej ze względu na rozmazany makijaż i lekko podpuchnięte oczy. – Zoey, powiedz. Może dam radę ci jakoś pomóc. – zachęciłem łagodnie. Patrzyła na mnie nieufnie swoimi pięknymi zielonymi oczami. Były zaszklone i gotowe do wylania kolejnego potoku łez. Zebrała się jednak na odwagę. –No… dobrze… - zaczęła, po czym opowiedziała mi cała historię o swojej nieszczęśliwej miłości. Po czym nie wytrzymała i znowu się we mnie wtuliła, mocząc mi koszulkę. Szlochała cicho, tak jakby chciała, abym jej nie usłyszał. –Wszystko się ułoży.. A teraz spróbuj o nim nie myśleć. Wiem, że to trudne, ale musisz się z tym pogodzić. – przytuliłem ją mocniej, aby czuła się bezpieczna. Czułem jej zapach, dotyk, co wywołało motyki w brzuchu. Do tej pory nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale jednak coś takiego istnieje i doświadczam właśnie tego na własnej skórze.
Było mi strasznie żal Zoey. On jest taka bezbronna… Potrzebuje teraz przyjaciela. Kogoś, kto będzie ją wspierał. Nie chce mieć chłopaka. Przez tego dupka jej życie się zawaliło. Postanowiłem sobie, że postaram się z nią zaprzyjaźnić. To jedyny sposób, aby spędzać z nią więcej czasu, aby móc na nią patrzeć i podziwiać. Aby myśleć o tym, że nigdy nie będzie się mogło jej pocałować, szczerze przytulić, pogłaskać po policzku. Prawdziwa miłość bardzo często jest nieosiągalna i nieszczęśliwa. –Odprowadzić cię do domu? – zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Spojrzałem na nią i wtedy zauważyłem, że po prostu zasnęła. Słodko zasnęła, a ja, nie chcąc jej budzić, pozwoliłem aby odpoczęła sobie wtulona w mój tors.