poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział piąty.

*perspektywa Zayna* Zostawiając Zoey pod domem miałem w głowie wiele rzeczy. Pierwszą z nich było uczucie, którym niezaprzeczalnie ją darzyłem. Nie miałem pojęcia jak silne ono jest, w końcu znaliśmy się zaledwie jeden dzień. Trochę mało jak na głębsze poznanie się i zweryfikowanie, ile nas łączy i ile nas dzieli. Aczkolwiek byłem pewien, że zbyt długo bez niej nie wytrzymam. Ledwie zniknęła za drzwiami, a ja już zatęskniłem za jej dotykiem, oddechem. Wielką satysfakcję sprawiało mi podtrzymywanie jej, aby nie upadła, chronienie, by nie zrobiła sobie krzywdy oraz pocieszanie, gdy było jej smutno. Od razu postanowiłem więc, że dam jej się wyspać, a wieczorem do niej zadzwonię i umówię się z nią. Nie, nie na randkę, jeszcze nie oszalałem. Po prostu na kawę, naleśniki, albo zwyczajnie na spacer. Chciałbym ją lepiej poznać, porozmawiać o różnych rzeczach, kilka z nich wyjaśnić i uświadomić. Drugą sprawą była Perrie. Kiedy chodziłem z nią, zachowywała się w miarę przyzwoicie, poza małymi wykroczeniami, które wtedy dziwnym sposobem jakoś mi umykały. Przede wszystkim za wszelką cenę usiłowała być w centrum uwagi i zainteresowania. Często zachowywała się kontrowersyjnie. Przyznaję, ogólnie nie odpowiada mi takie zachowanie, ale jak jest się zakochanym, nie widzi się wielu rzeczy. Na szczęście w końcu przejrzałem na oczy. Tyle, że teraz, pomimo tego, że nie jesteśmy już razem, ona regularnie pojawia się w moim życiu, robiąc straszne zamieszanie. Bałem się, że jak się dowie o Zoey, postanowi ją w jakiś sposób upokorzyć. Tak, a więc to były właśnie najważniejsze tematy moich rozmyślań. Oczywiście poza wieloma innymi, których nie mam humoru wymieniać, z resztą w tej chwili są mało istotne. Kiedy dotarłem wreszcie do domu, już od progu zauważyłem Nialla rozłożonego na kanapie z otwartą buzią. Na ten widok pokręciłem tylko z rezygnacją głową, po czym wybrałem się do pokoju, aby pograć na gitarze. Zazwyczaj wyciszało mnie to i uspokajało. (...) Po pewnym czasie zza drzwi zajrzał do mnie zaspany współlokator, któremu swoją drogą, włosy sterczały na wszystkie możliwe strony.
- Obudziłeś mnie. - wychrypiał z na wpół zamkniętymi oczami.
- Trudno. Zrób sobie kawę, albo weź zimny prysznic. - odpowiedziałem kierując swój wzrok z powrotem na struny gitary.
- A swoją drogą to gdzie byłeś przez całą noc? - ciągnął dalej, idąc w moim kierunku, aby ostatecznie usiąść obok mnie na łóżku.
- Z Zoey. - rzuciłem. Wymawiając jej imię, poczułem jakby tysiąc motyli zawirowało nagle w moim brzuchu.
- Z Zoey? A kto to? - powiedział, ale szybko sam sobie odpowiedział. - Aha... To ta dziewczyna, z którą Cię zastali wczoraj?
- Taa. - odparłem z zażenowaniem, bo jego upierdliwość zaczęła mnie już powoli irytować.
- Ale całą noc? Co wyście robili? - dociekał, ale właśnie w tym momencie moja cierpliwość dobiegła końca.
- A co cię to, do jasnej cholery, obchodzi? - odparowałem, podnosząc się i odkładając instrument na miejsce. - Lepiej idź zrób coś do jedzenia, bo zaczynasz być strasznie wkurzający. - dodałem, po czym wybyłem z pomieszczenia, żeby za kilka minut zniknąć za drzwiami łazienki.
*perspektywa Zoey*

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział czwarty.

*perspektywa Zoey* Słysząc słowa otuchy i bliskość Zayna zrobiło mi się troszkę lepiej. Ten chłopak w dziwny sposób na mnie wpływał. Był bardzo opiekuńczy i troskliwy, co było dla mnie nowością, bo Dan nigdy nie odzwierciedlał tych cech. W tamtej chwili, leżąc wtulona w mulata, nie miałam siły się nawet zastanawiać, dlaczego to robię. Dlaczego przytulam się do praktycznie nieznanego mi młodzieńca. Gdyby nie sytuacja, w której się znajdowałam, na pewno nie zrobiłabym podobnej rzeczy. Przy nim było mi po prostu cholernie dobrze, więc momentalnie zasnęłam.
Kiedy otworzyłam oczy, słońce rozpoczynało właśnie swoją "wędrówkę" po niebie. Przez chwilkę nie wiedziałam gdzie się znajduję. Jednak po chwili podniosłam wzrok i wszystkie wspomnienia z wczorajszego wieczoru wróciły. Nie zamierzałam jednak ponownie wybuchać płaczem. Po prostu dźwignęłam się i zgrabnym ruchem usiadłam obok nastolatka, który z uśmiechem na twarzy badawczo mi się przyglądał.
-Hej mała. - powiedział ciepło się do mnie uśmiechając - Wyspałaś się?
-Mhm.. - mruknęłam przeciągając się - Która godzina?
-Szósta rano. - rzekł w odpowiedzi, po czym dodał - Przepraszam że wczoraj cię nie obudziłem, ale spałaś tak słodko, że nie miałem serca...
-Nie ma sprawy - przerwałam mu. -Naprawdę bardzo ci dziękuję za to, że się wczoraj mną zaopiekowałeś. Bardzo mi to pomogło. - uśmiechnęłam się blado, ale najszczerzej jak potrafiłam, po wczorajszym zajściu.
-Cała przyjemność po mojej stronie. A teraz pozwolisz, że odprowadzę się do domu. Bez urazy, ale wyglądasz mizernie. Lepiej, żebyś położyła się do łóżka i porządnie odpoczęła.
-Ojej.. Chyba masz rację. - odparłam wstając z ławki, ale straciłam równowagę i z impetem upadłam na tyłek. Byłam wyczerpana, więc nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Bynajmniej tak to sobie tłumaczyłam.
-Pomogę. - brunet puścił do mnie perskie oko, wyciągając jednocześnie rękę, żebym mogła się podnieść. Przez resztę drogi praktycznie milczeliśmy, jakbyśmy nie chcieli psuć cudownego nastroju, który od dłuższego czasu panował, dzięki wschodzącemu słońcu. Od czasu do czasu po moim policzku spływała niesforna łza, której nie dałam rady powstrzymać. Jednak za każdym razem zgrabnie i szybko ją ocierałam, żeby Zayn jej nie zauważył. Cały czas szłam wsparta na jego ramieniu, ani razu nie pozwolił mi upaść. Uwielbiałam czuć jego dotyk. Był po prostu cudowny i dawał poczucie, że nie jestem sama. Że mam kogoś, na kim mogę polegać. Kiedy dotarliśmy do mojego domu zrozumiałam, że nie chcę się z nim żegnać. Lubiłam jego obecność. Staliśmy przez chwilkę nic nie mówiąc. Nagle Zayn mnie mocno przytulił.
-Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz polegać. Niezależnie od sytuacji. - szepnął mi na ucho, po czym delikatnie cmoknął mnie w policzek i uciekł. Byłam w szoku, co nie zmienia faktu, że spodobało mi się to. No i, wcale nie byłam na niego zła. Za chwilkę weszłam do pustego domu. Nikogo w nim nie było, bo najprawdopodobniej mama była jeszcze w pracy, lub poszła do koleżanki na noc. Otworzyłam więc drzwi kluczem i opadłam zmęczona na kanapę, ażeby troszkę odsapnąć. Zdjęłam buty i rozpuściłam włosy, po czym delikatnie przeczesałam je palcami i powłócząc nogami ruszyłam w stronę łazienki. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i zrobiłam zimny prysznic dla przebudzenia. Od razu lepiej się poczułam i ubrana już w szlafrok ruszyłam na górę do swojego pokoju, zgarniając po drodze jabłko z kuchni. Zasiadłam przed komputerem i odpaliłam twittera. Chrupiąc soczysty owoc wystukałam najbardziej twórczy wpis w moim życiu: "Żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej. Dziękuję za to, że jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz do końca.". Następnie bez namysłu kliknęłam "wyloguj". Przygryzłam lekko wargę. I co ja mam teraz z tym wszystkim zrobić? Eh.. Wyrzucając ogryzek do kosza, walnęłam się na łóżko, włożyłam słuchawki do uszu i momentalnie zasnęłam, słuchając "Boulevard of broken dreams".
*perspektywa Emily* Do domu wróciłam biegiem. Cały czas myślałam o nieznajomym, który pomógł mi kilka minut temu. Przystojny był. I opiekuńczy. Choć wyglądał na twardego gościa. Doszłam do domu. Zdjęłam buty. Usiadłam przed drzwiami, opierając się plecami o zimne drewno. Ukryłam twarz w dłoniach. Pięć minut mija. Podniosłam się. Koniec rozmyślania. Koniec zamartwiania. Pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy to zadzwonienie do przyjaciółki i zweryfikowanie, co tam wyrabia z tym swoim chłopaczkiem. Wzięłam właśnie telefon do ręki i wykręcałam jej numer, kiedy się powstrzymałam. Nie chciałam zepsuć jej wieczoru. Zawiedziona zablokowałam więc komórkę i schowałam do kieszeni, po czym zdecydowałam, że nie zamierzam całego wieczoru spędzić na rozmyślaniu o czarnowłosym. W kilku susach dotarłam do telefonu domowego i wykręciłam namiar do Maksa - mojego kumpla z dzieciństwa i jednocześnie kuzyna Zoey. On zawsze miał dla mnie czas.
-Siema - zaczęłam, kiedy po trzech sygnałach wreszcie odebrał.
-Hej- usłyszałam w słuchawce.
-Wpadnij do mnie, obejrzymy jakiś horror, bo Zoey właśnie jest na randce i spędza miło czas w towarzystwie tego dupka, Dana. - nie, ja wcale nie obgadywałam właśnie chłopaka przyjaciółki. Ona dokładnie wiedziała, jakie zdanie mam na jego temat.
-Ech. Jeszcze z nim jest? Dobra zaraz będę. Ale uzbrój się w kilka misek popcornu.
-Okej grubasie. Tylko szybko.
-W porządku.- po tych jego słowach rozłączyłam się, nie mając nic więcej do powiedzenia. Niemal od razu ruszyłam w kierunku kuchni, żeby przygotować przekąski. (...)
Kiedy Maks nareszcie zapukał do moich drzwi, przywitałam go obrzuceniem garścią prażonego, solonego badziewia, które tak bardzo uwielbiał. On wybuchnął śmiechem i bez słowa wytrącił mi miskę z rąk.
- Jeden-zero, siostro. - skwitował, na co ja jedynie wzruszyłam ramionami i uniosłam oczy ku górze, aby ukazać, jak bardzo jestem dojrzała. Jednak moje plany spełzły na niczym kiedy zaczął mnie łaskotać. Po kilku minutach nasze wygłupy dobiegły końca, toteż zasiedliśmy do filmu, który bardzo nas zaciekawił. Skończyliśmy oglądać bardzo późno, dlatego oczy kleiły mi się niemiłosiernie. Maks najwyraźniej też był śpiący, bo położył mi demonstracyjnie głowę na ramieniu i udawał, że śpi. Dobra, to jakoś jeszcze przeżyłam, ale kiedy coś mu odbiło i próbował mnie cmoknąć w policzek, zwinnie mu się wyśliznęłam, więc wyglądał co najmniej śmiesznie całując powietrze. Zorientowawszy się, że go przechytrzyłam, zrobił wielkie oczy.
-Moja szkoła. Zdałaś egzamin.- powiedział szczerząc się do mnie, ale zauważyłam, że wyglądał na lekko zbitego z pantałyku. Co z nim do cholery? Wszystkich ostatnio na jakieś miłostki wzięło.
-No, ja myślę, że to jedynie szkoła.- odparłam, znacząco unosząc brwi i kładąc ręce na biodrach, po czym wybrałam się do swojego pokoju.- Jak chcesz zostać na noc to rozłóż sobie kanapę. Wiesz jak się obsłużyć. - rzuciłam na pożegnanie nawet się nie oglądając. Następnie, będąc na miejscu, położyłam się na łóżko i bez zbędnej kąpieli, zasnęłam.
*perspektywa Nialla*
Kiedy Zayn wyszedł na spacer, nie wiedziałem, czym mam się zająć. Chodziłem po domu bez sensu i co i rusz, zaglądałem do lodówki, by wyciągnąć coś dobrego do jedzenia. Za którymś razem byłem do tego stopnia znudzony, że zrezygnowałem. Wziąłem pod pachę magnetofon z salonu i ruszyłem na dwór, popływać w basenie. Urządzenie podłączyłem do najbliższego gniazdka, puściłem muzykę na full i wskoczyłem w kąpielówkach do lodowatej wody. Po jakimś czasie usłyszałem jednak spod wody dziwne dźwięki, jakby muzyka się zacięła, toteż wynurzyłem się, aby to naprawić. Jakież było moje zdziwienie, jak u siebie na trawniku spostrzegłem grubego sąsiada z naprzeciwka, który krzyczał wyzwiska pod moim adresem. Zrobiłem wielkie oczy i spojrzałem na niego dziwnie.
-Niech się pan uspokoi. O co chodzi? - spytałem beztrosko, udając głupiego.
-O co chodzi? O co chodzi! Chodzi o to, że muzyka u pana leci na cały regulator, a ja spać nie mogę! I moje psy szczekają przez nią wniebogłosy! Boże, jaki pan jet bezmyślny!
-Niech pan ochłonie. - odparłem ze spokojem, podchodząc do magnetofonu. - Widzi pan, już jest cicho! - dodałem beztrosko. - A jeśli pan pozwoli to teraz pójdę już do domu, bo niezmiernie wyczerpało mnie to pływanie. - pożegnałem się, po czym zniknąłem za drzwiami do mieszkania.


____________________________________________________

Dawno nie tu nie było, ojej, jak dawno. Ale zatęskniłam za tą opowieścią, no i jestem. Zwarta i gotowa do dalszego pisania. Oczywiście, na tyle, na ile czas mi na to pozwoli. xxxx

środa, 1 maja 2013

Rozdział trzeci.



*perspektywa Emily* Kiedy już rozstałam się z Zoey, skierowałam się w kierunku swojego domu. Zaczęło się ściemniać, ale się nie bałam, bo bardzo lubię łazić po ciemku. Wtedy nikt ani nic mi nie przeszkadza w rozmyślaniu. A wiec szlam jak zwykle beztrosko, gdy nagle zza rogu wyskoczyło dwóch dresiarzy palantów. Zignorowalam ich. Po prostu minęłam typków i poszlam dalej, jednak byli wyjątkowo namolni. -Ej! Mark! Patrz jaka laska sie tu kreci po osiedlu! - odezwał się chłopak o rudych włosach i jasnej karnacji. -Uuuu... Takiej to jeszcze nie widziałem! - odparł ten drugi, Mark o strasznie wrednym wyrazie twarzy. Widać było, ze jest o wiele bardziej rozgarnięty niż rudzielec. -Odwalcie się ode mnie ciołki! - rzuciłam do nich ostro, poniewaz zaczeli mnie irytowac swoimi debilnymi tekstami. -Jaka agresywna! To lubie.. - Mark mówiac to, cały czas się do mnie zbliżał. Kiedy stal zaledwie centymetr ode mnie z całej siły złapał mnie za ramiona i zaczal mna potrzasac. Nie wiem dlaczego nie uciekałam. Chyba po prostu mnie zamurowalo. Pozniej, co bylo bardzo dziwne, pocałował mnie. Ale to nie było mile, ani trochę. Czułam się jakbym dopiero co zwróciła kolacje. Właśnie brałam zamach nogą, żeby porządnie go kopnąć, kiedy nagle poczułam, że nieznajoma mi siła odrzuca mojego prześladowcę daleko od miejsca w którym znajdował się przed sekunda. Okazało się, ze z pomocą przyszedł mi jakiś nieznajomy. Nie widziałam go wcześniej. Miał czarne włosy i był meega przystojny, ale rzecz jasna nie zamierzałam okazywać, jakie zrobił na mnie wrażenie odganiając dresów. Kiedy już zwiali, podszedł do mnie i spontanicznie mnie przytulił. Wkurzyłam się. -Co to ma znaczyć?! - warknęłam - Przecież nawet cie nie znam! Łapy przy sobie! -Chciałem tylko pomoc.. Bałem się, ze coś ci zrobią. - odparł zmieszany. - Pffff... Że mi coś zrobią? Chyba żartujesz. Sama powaliłabym obydwóch na łopatki. Tylko by skwierczeli. A ty zabrałes mi okazje zemsty, frajerze! - krzyknęłam, po czym obróciłam się na piecie i poszłam, zostawiając go samego na środku drogi.
*perspektywa Zoey* A wiec szlam dość szybko długimi chodnikami, mijając różne obiekty. Na dworze była bardzo mila atmosfera, taka ciepła, przyjemna. Żyć nie umierać! Ale nie mogę stać i zastanawiać się nad tym bo i tak jestem spóźniona. Jeszcze bardziej przyspieszyłam. Za około pięć minut byłam na miejscu. Upewniłam się, czy na pewno dobrze trafiłam, a następnie wzięłam trzy głębokie wdechy, po czym weszłam do środka. Pierwsza rzecz którą zauważyłam? Nie chcecie wiedzieć.. To co zobaczyłam było obrzydliwe, irytujące i chamskie. Oto przede mną, przy barze siedział nie kto inny, jak mój ukochany Z JAKĄŚ BLONDYNĄ na kolanach. Dziewczyna miała na sobie obcisłą miniówę i top takiego samego kroju. Kleiła się do niego jak świnia. A co na to Dan? Oczywiście był zachwycony i odwzajemniał każdy jej pocałunek. W tym momencie targały mną różnorodne emocje od żalu, przez smutek do nieopanowanej furii. Wszystko to rozdzierało mnie od środka wiec nie wahałam się już ani chwili dłużej. Podeszłam do niego i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Wtedy łzy zaczęły mi cieknąć ciurkiem po twarzy z taka obfitością, ze cale dzieło Emily diabli wzięli. -Ale z ciebie baran! A ja ci ufałam... - szepnęłam, ale on mi przerwał - To nie jest tak jak myslisz kochanie..- powiedzial jak w przereklamowanych telenowelach. -To jak jest?! Ślinisz się do tej wymalowanej laluni, i co? To nic nie znaczy? Daruj sobie, bo sie jeszcze bardziej pograzysz...- skierowalam ostatnie słowa w jego kierunku, po czym cala zapłakana wyszłam z klubu. Jak on mógł mi to zrobić? Był dla mnie wszystkim, a teraz przez moja naiwność zostałam z niczym. Zaczęłam biec. Wiedziałam dokąd chce się udać. Biegłam do mojego ulubionego miejsca. Do parku. Usiadłam tam na jednej z lawek znajdujacych sie pod jakimś drzewem i zaczęłam zalewać się łzami. I wtedy coś sobie uświadomiłam. A mianowicie to, że scena jaka rano widziałam przez okno któregoś z domków była prawdziwa. Nic mi się nie wydawało. Tam był Dan i identycznie jak w klubie obściskiwał sie z jakąś dziewczyną. To jeszcze bardziej mnie rozkleiło i zaczęłam głośno szlochać.
*perspektywa Zayna* -Chciałem ci powiedzieć, że jakiś czas temu była tu Perrie, no i wiesz.. Zrobiła kolejną awanturę. Nie wiem co z tego wyniknie, ale zapowiada się groźnie – poinformował mnie Niall z lekkim rozbawieniem. –No cóż. –odparłem – Chyba pozostaje nam tylko czekać. – wyruszyłem w strone sypialni. Chciałem się położyć i odpocząć. Jednak zaraz zmieniłem zdanie. Obawiałem się, że ona przyjdzie tu znowu, co było bardzo prawdopodobne. Zrezygnowałem więc ze swojego uprzedniego planu i – wpadając po drodze do kuchni po chrupki – wyszedłem z domu. Był ciepły wieczór, toteż pomyślałem, że zrobię sobie długi spacer wokół miasta. Szedłem dość krótko, kiedy przechodząc obok parku zauważyłem małą skuloną postać siedzącą ławce i cichutko łkającą. Bez zastanowienia podszedłem bliżej i usiadłem obok wpatrując się w bezbronną dziewczynę, znajdującą się tuż obok. Chyba nie usłyszała, że przyszedłem. –Przepraszam.. Czy coś się stało? –odezwałem się pochylając się nad nią. – Może ci pomóc? - zaproponowałem. Nieoczekiwanie nieznajoma wtuliła się we mnie. Była przerażona i zrozpaczona. Nie wiedziałem jak się zachować, ale ostatecznie przygarnąłem ją do siebie i zacząłem głaskać po głowie. –Czy ktoś ci coś zrobił? – chciałem się dowiedzieć. Podniosłem jej głowę za podbródek do góry, tak żeby spojrzała mi w oczy. I wtedy ją poznałem. To była ta dziewczyna, którą dziś spotkałem. Trudne było zidentyfikowanie jej ze względu na rozmazany makijaż i lekko podpuchnięte oczy. – Zoey, powiedz. Może dam radę ci jakoś pomóc. – zachęciłem łagodnie. Patrzyła na mnie nieufnie swoimi pięknymi zielonymi oczami. Były zaszklone i gotowe do wylania kolejnego potoku łez. Zebrała się jednak na odwagę. –No… dobrze… - zaczęła, po czym opowiedziała mi cała historię o swojej nieszczęśliwej miłości. Po czym nie wytrzymała i znowu się we mnie wtuliła, mocząc mi koszulkę. Szlochała cicho, tak jakby chciała, abym jej nie usłyszał. –Wszystko się ułoży.. A teraz spróbuj o nim nie myśleć. Wiem, że to trudne, ale musisz się z tym pogodzić. – przytuliłem ją mocniej, aby czuła się bezpieczna. Czułem jej zapach, dotyk, co wywołało motyki w brzuchu. Do tej pory nie wierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia, ale jednak coś takiego istnieje i doświadczam właśnie tego na własnej skórze.
Było mi strasznie żal Zoey. On jest taka bezbronna… Potrzebuje teraz przyjaciela. Kogoś, kto będzie ją wspierał. Nie chce mieć chłopaka. Przez tego dupka jej życie się zawaliło. Postanowiłem sobie, że postaram się z nią zaprzyjaźnić. To jedyny sposób, aby spędzać z nią więcej czasu, aby móc na nią patrzeć i podziwiać. Aby myśleć o tym, że nigdy nie będzie się mogło jej pocałować, szczerze przytulić, pogłaskać po policzku. Prawdziwa miłość bardzo często jest nieosiągalna i nieszczęśliwa. –Odprowadzić cię do domu? – zapytałem, ale nie otrzymałem odpowiedzi. Spojrzałem na nią i wtedy zauważyłem, że po prostu zasnęła. Słodko zasnęła, a ja, nie chcąc jej budzić, pozwoliłem aby odpoczęła sobie wtulona w mój tors.

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział drugi.



*perspektywa Emily*
Właśnie siedziałam w swoim pokoju, malując paznokcie, gdy zadzwonił telefon. Po dzwonku 'Airplanes' rozpoznałam, że to moja przyjaciółka się do mnie dobija. Pokonałam więc wrodzone lenistwo i ruszyłam się z łóżka, żeby odebrać.
-Halo? - zaczęłam
-Siemka - usłyszałam w odpowiedzi
-Siema skarbie, co u ciebie?
-W sumie to w porządku. Pamiętasz, że masz przyjść do mnie za pół godziny, żeby pomóc mi się uczesać na randkę? - CHOLERA! na śmierć o tym zapomniałam..
-Taaaak.. Pamiętam. - odpowiedziałam pakując już potrzebne mi rzeczy do torby ze zdjęciem wilka na przodzie.
-To dobrze. Wiesz, jestem strasznie szczęśliwa! Jednak mam obawy.. Boję się, że coś nie wypali.
-Z tym twoim facetem, to różnie może być, przecież wiesz. Na samym początku mówiłam Ci , żebyś na niego uważała. To niezły krętacz.
-Kocham go. - odparła.
-Wiem - powiedziałam, uśmiechając się. Jeśli Zoey była szczęśliwa, to ja tym bardziej. Ostrzegałam ją tylko dlatego, iż byłam prawie pewna, że kiedyś przez Dana jej radość przerodzi się w smutek i ból.
-Muszę kończyć. - usłyszałam - Papa .
-Pa. - rozłączyłam się. Praktycznie już się spakowałam. Zeszłam więc jeszcze na dół do kuchni, żeby coś przegryźć. Zdecydowałam się na ciasteczka i sok. Gdy wzięłam mój 'prowiant' zasiadłam przed telewizorem. Latałam po kanałach, kiedy nareszcie znalazłam coś ciekawego. Były to najnowsze wiadomości i była w nich Zoey! Moja Zoey! Ale z jakiego powodu ona... Kto ją trzyma za rękę? Jezuu.. To Zayn Malik z zespołu One Direction! Gdy się dowiedziałam z kim moja przyjaciółka się dziś prowadzała, od razu wyłączyłam TV i łapiąc w pośpiechu torbę wybiegłam z domu. Po kilku minutach byłam pod jej drzwiami. Zziajana nacisnęłam na dzwonek.
-Masz mi może coś do powiedzenia? - zapytałam, kiedy mi otworzyła, unosząc lekko brew ku górze.
-Ekhemmm.. No bo wiesz.. Słyszałaś już o tym, że spotkałam się dziś z Malikiem z 1D, prawda? - zapytała rumieniąc się i marszcząc nieznacznie czoło.
-Owszem, słyszałam. TYLKO SZKODA, ŻE NIE OD CIEBIE! - wrzasnęłam na nią dla żartów, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem. - To może wejdziemy do środka? - zaproponowałam.
-No tak. Zapomniałam o tym. - odparła chichocząc.
Usiadłyśmy na kanapie w salonie, gdzie Zoey opowiedziała mi dokładnie co jej się dziś przytrafiło.
-Ładna historia!
-Oj wiem.. Ale on wcale nie wygląda tak pedalsko, jak nam się zawsze wydawało. - powiedziała.
-No ja tam pewna nie jestem. - odpowiedziałam- Ale może weźmiemy się za to czesanie bo się nie wyrobisz!
-O Boże! Faktycznie! Już późno. - skwitowała. Poszłyśmy więc do łazienki i rozpoczęłyśmy przygotowania.
*perspektywa Zayna*   Przez chwilę, sam nie wiem dlaczego, stałem w bezruchu tępo gapiąc się w jeden punkt. Kiedy nareszcie zdołałem się poruszyć, wydostałem się z ciemnego zakątka i powolutku ruszyłem do domu. Nie zwracałem uwagi na reporterów. Szczerze? Miałem ich w dupie. Po co mam się im zwierzać? Przecież to nie są moi przyjaciele, a wręcz przeciwnie.. nienawidzę ich. Nienawidze za niszczenie mi życia i mojej prywatności. Nawet nie zauważam kiedy, docieram na miejsce. Gramolę się po schodkach i kluczem otwieram zamek. -Siema! -krzyczę od progu z lekka przygnębiony. -Siema stary! -słyszę odpowiedź mojego współlokatora, Nialla. -Długo cie nie było. - dodał z podejrzliwa mina, jakby wiedział, co robiłem jeszcze pol godziny temu. -Ekhmm.. Zasiedziałem się. - odparłem po chwili. -Akurat w to to ja nie wątpię. - zakpił ze mnie blondyn - Tylko pytanie z kim spedzałes tak milo czas. - zerknął na mnie z rozbawieniem wymalowanym na fizysie. -Juz jestem w telewizji? - westchnąłem, bardziej stwierdzając niż pytając. -Niestety tak przyjacielu. Ale to nie wszystko co mam ci do powiedzenia - oznajmił, po czym spochmurniał, a ja uświadomiłem sobie, ze chyba wiem, o co mu chodzi.
*perspektywa Zoey* Weszłyśmy do łazienki i zaczęłysmy przygotowania. Emily, oprócz ślicznej fryzury, zrobiła mi nieziemski makijaż. -Całkiem nieźle mi to wyszło - skwitowała moja przyjaciółka, przyglądając się swojemu dziełu. -Całkiem nieźle?! Kobieto! Ty masz prawdziwy talent! - krzyknęłam z oburzeniem. - Dobra, dobra! Niech ci będzie! Trochę lepiej niż nieźle. - na jej uwagę przewróciłam oczami. - A tak w ogóle, to ty młoda, wiesz która już godzina? - zwróciła się do mnie, a jej brwi powędrowały ku gorze. -Jeju! Już 19.30! Musze spadać! - oznajmiłam po czym poczułam nieprzyjemne kopniecie. -A to co miało być?! - wrzasnęłam kolejny raz dzisiejszego wieczoru. -Taki tam kopniak na szczescie. - wyszczerzyla sie do mnie, a ja pokazałam jej język. -Nie obrażaj się na mnie - poprosiła - Powodzenia. Jak mówili w Igrzyskach Smierci? Chyba : "I niech los zawsze ci sprzyja" - powtórzyłyśmy już wspólnie i przytuliłyśmy się do siebie. Zgarnęłam torebkę z kanapy w salonie i obie ruszyłyśmy do drzwi. Pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Byłam bardzo zadowolona, szlam lekko i swobodnie, nie wiedząc, ze na miejscu zastane coś, co na maksa mnie zaskoczy.



________________________________________________________

Bardzo, bardzo was proszę: JESTEŚ = CZYTASZ = PISZESZ KOMENTARZ, to dla mnie bardzo ważne, bo chciałabym znać opinie innych na temat mojej opowieści.
Kocham Was. xx 

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział pierwszy.


*perspektywa Zoey* Obudziłam się rano, czując na twarzy ciepłe, przyjemne promienie słoneczne, które wpadały do pokoju poprzez szparę między roletami a oknem. Normalnie, pewnie zirytowałby mnie fakt, iż zostałam wybudzona z głębokiego snu. Przecież były wakacje. Jednakże nie dziś. Dziś nic nie mogło mi zepsuć humoru i optymizmu, z którymi było mi dane otworzyć oczy. Dziś była rocznica mojego związku z Danem. Wow.. Już minęło całe pół roku. Niesamowite, jak czas gna przed siebie i nie zważa na nic ani na nikogo. Wtedy przekonana byłam o tym, że czas mi sprzyja. Biegnie szybko i buduje coraz więcej szczęścia i przyjemności, które czerpiemy z życia, zanim nie zostaniemy doprowadzeni do mrocznego końca. Był on nieunikniony i bezlitosny, toteż jeszcze bardziej wywoływał strach. Był tematem zakazanym, tabu. Nikt o nim nie rozmawiał, jednak każdy zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej, czy później nastąpi.. Koniec. To tylko jedno słowo, a ma w sobie taką potęgę i moc. Potrafi odebrać nam wszystko co mamy i odprawić z niczym.
Po 15 minutach leniuchowania wstałam z łóżka, wsunęłam kapcie na nogi, po czym udałam się do łazienki, żeby się nieco ogarnąć. Najpierw umyłam zęby, a następnie uporządkowałam niesforne kosmyki prostych blond włosów związując je w luźny koczek. Ubrałam się w miętowe szorty i troszkę za dużą bluzkę z logo batmana. Na nogi założyłam czarne Vansy i zrobiłam delikatny makijaż. Kiedy już byłam gotowa, zbiegłam po schodach na dół. W kuchni była moja mama i właśnie coś smażyła. Po pięknym nęcącym zapachu poznałam, że to jajecznica z boczkiem. -Dzień dobry córeczko. – pierwsza odezwała się moja rodzicielka, całując mnie w policzek. -Hej mamo. – odparłam z uśmiechem na twarzy, po czym zasiadłam do kuchennego stołu, w oczekiwaniu na danie. Nagle zadźwięczała moja komórka, informując mnie donośnym sygnałem, że przyszedł SMS. Wyjęłam urządzenie z kieszeni i odczytałam wiadomość: „Kochanie, dzisiaj o 20 przy ‘naszym’ clubie. xx” – oczywiście od Dana. Zachichotałam w myślach, gdy przywołałam sobie jego obraz. Tak bardzo go kochałam. Był dla mnie wszystkim, całym światem. Przez moje rozmyślania nie zauważyłam, że przede mną stoi już talerz z jedzeniem. Zbeształam się po cichu, po czym zaczęłam jeść.
-Wychodzę do pracy! – krzyknęła mama z korytarza. -Ok mamo! Pa pa! – odpowiedziałam. -Pa pa! Zostałam sama w domu. Mam cały dzień tylko dla siebie. Mnóstwo czasu! Może wybiorę się na zakupy? – pomyślałam. Tak, chyba to dobry pomysł. Skończyłam konsumować posiłek i włożyłam puste naczynie do zlewu, po czym udałam się do swojego pokoju po torbę z Nike i wyszłam. Postanowiłam, że udam się do największego C.H w mieście. Szłam więc długim chodnikiem przed siebie, napawając się lekkimi powiewami wiatru, który przyjemnie owiewał moją twarz.
Kiedy mijałam któryś dom z rzędu, coś przykuło moją uwagę. Zdawało mi się, że tam w oknie… Nie to nie możliwe! Na pewno mi się przywidziało. Stwierdziłam, po czym przyspieszyłam kroku i po paru minutach byłam w Centrum. Westchnęłam. Było tam tyle sklepów, że trudno było zdecydować, do jakiego zajrzeć najpierw. No więc ostatecznie wybrałam HD, z myślą kupienia sobie nowej pary Conversów. Później, już poszło gładko.
Chodziłam dobre 3 godziny. Byłam wyczerpana do granic możliwości, poszłam więc do kawiarni, żeby nieco odsapnąć. Zamówiłam cappuccino, kawałek ciasta i usiadłam przy stoliku w rogu. Umiejscowiony był przy ogromnym oknie, przez które było widać znaczną część dzielnicy. Było to moje ulubione miejsce od czasów dzieciństwa. Kiedyś, kiedy tata jeszcze żył często mnie tu zabierał i opowiadał różne historie na temat naszej rodziny, okolicy lub po prostu je wymyślał. Później zdarzył się ten wypadek i… Wszystko się skończyło. Lekarze mówili, że zabrakło mu szczęścia, by przeżył. Nigdy w to nie uwierzyłam. Do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, że już go nie ma wśród nas.
Dokończyłam jeść ciasto i poszłam odnieść talerzyk, gdy nagle… No właśnie. Gdy nagle upadłam! Najwyraźniej potknęłam się o coś lub kogoś. Uniosłam oczy ku górze i zauważyłam przed sobą chłopaka, który także siedział ze mną na ziemi. Parsknęłam śmiechem.
-Niezły sposób na pierwsze spotkanie – rzuciłam podając mu dłoń – Jestem Zoey. Miło mi. – uśmiechnęłam się szeroko - Zayn. – odpowiedział, po czym też zaczął się śmiać. – Chyba się nieźle zamyśliłaś – stwierdził unosząc jedną brew ku górze - Mhm.. – bąknęłam -Serdecznie przepraszam, że przerywam tak interesującą rozmowę waszej dwójce, ale siedzenie na ziemi jest tu zabronione – zganiła nas pracownica kawiarni patrząc się wyzywająco. - Ojej.. – szepnęłam z uśmiechem, po czym podniosłam się i otrzepałam. - Przepraszamy za kłopoty – odezwał się brunet. Tak, był brunetem i miał śliczne bursztynowe oczy. – Może dałabyś zaprosić się na lody? No wiesz, w ramach przeprosin. – zapytał mnie niepewnie chłopak. - Wiesz… - zaczęłam. – Tak w sumie to nie mam zbyt wiele czasu, ale chyba się zgodzę – wyszczerzyłam się do niego, a on odwzajemnił mój gest. *perspektywa Zayna* Ta dziewczyna na którą wpadłem.. Zrobiłem to specjalnie. Była taka śliczna. Jej duże, zielone oczy, długie blond włosy… Zupełnie inna niż Perrie. Szedłem obok niej i nawet nie zwróciłem uwagi, że z każdym krokiem nieznacznie się do niej zbliżam. Nagle usłyszałem krzyk. No tak! Reporterzy… Ugh.. Oni to potrafią zepsuć człowiekowi dzień. Zoey spojrzała na mnie ze zdumieniem, lecz nie zdążyłem jej nic wyjaśnić, bo wścibscy dziennikarze zaczęli już zadawać pytania. - To twoja nowa dziewczyna? - Od kiedy się znacie? - Jak ma na imię ta ślicznotka? Byłem na maksa zirytowany. Wziąłem dziewczynę za rękę i osłaniając ją wybiegłem z tłoku. - A teraz biegniemy! – rozkazałem, po czym rzuciliśmy się do ucieczki. Wiem, brzmi to zabawnie, jednak w rzeczywistości takie nie jest. Kiedy dobiegliśmy do bezpiecznego miejsca, jakim był ślepy zaułek, odetchnęliśmy z ulgą. - O co im chodziło? – zapytała przerażona Zoey, po czym coś sobie uświadomiła – Czekaj, czekaj… Ty jesteś… Zayn Malik! One Direction, prawda? - Tak – odpowiedziałem – Przepraszam za nich. Zawsze kiedy gdzieś wychodzę jestem atakowany w taki sposób. Moja towarzyszka się roześmiała i dodała: - Żartujesz? Dawno się tak dobrze nie bawiłam – odparła z różowymi policzkami i uśmiechem na twarzy. – Ale ja muszę już iść… - powiedziała sprawdzając godzinę. Posmutniała. – Tu masz mój numer telefonu. Możesz dzwonić o każdej porze dnia i nocy. – zwróciła się do mnie żartobliwie wręczając mi karteczkę. – W takim razie do zobaczenia. - Do zobaczenia – odparłem patrząc za już biegnącą postacią dziewczyny, która tak bardzo mi się spodobała.

PROLOG.

Dla większości KONIEC wiąże się z bólem. Z cierpieniem. Ze śmiercią. Koniec dla niektórych jest straszny i nieunikniony, nieprzewidywalny. A dla mnie? Co znaczy koniec dla mnie? Dla mnie koniec to wyznacznik   nowego początku, który jest o wiele lepszy od swojego poprzednika. ~~ Mrs. Malik.