poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział piąty.

*perspektywa Zayna* Zostawiając Zoey pod domem miałem w głowie wiele rzeczy. Pierwszą z nich było uczucie, którym niezaprzeczalnie ją darzyłem. Nie miałem pojęcia jak silne ono jest, w końcu znaliśmy się zaledwie jeden dzień. Trochę mało jak na głębsze poznanie się i zweryfikowanie, ile nas łączy i ile nas dzieli. Aczkolwiek byłem pewien, że zbyt długo bez niej nie wytrzymam. Ledwie zniknęła za drzwiami, a ja już zatęskniłem za jej dotykiem, oddechem. Wielką satysfakcję sprawiało mi podtrzymywanie jej, aby nie upadła, chronienie, by nie zrobiła sobie krzywdy oraz pocieszanie, gdy było jej smutno. Od razu postanowiłem więc, że dam jej się wyspać, a wieczorem do niej zadzwonię i umówię się z nią. Nie, nie na randkę, jeszcze nie oszalałem. Po prostu na kawę, naleśniki, albo zwyczajnie na spacer. Chciałbym ją lepiej poznać, porozmawiać o różnych rzeczach, kilka z nich wyjaśnić i uświadomić. Drugą sprawą była Perrie. Kiedy chodziłem z nią, zachowywała się w miarę przyzwoicie, poza małymi wykroczeniami, które wtedy dziwnym sposobem jakoś mi umykały. Przede wszystkim za wszelką cenę usiłowała być w centrum uwagi i zainteresowania. Często zachowywała się kontrowersyjnie. Przyznaję, ogólnie nie odpowiada mi takie zachowanie, ale jak jest się zakochanym, nie widzi się wielu rzeczy. Na szczęście w końcu przejrzałem na oczy. Tyle, że teraz, pomimo tego, że nie jesteśmy już razem, ona regularnie pojawia się w moim życiu, robiąc straszne zamieszanie. Bałem się, że jak się dowie o Zoey, postanowi ją w jakiś sposób upokorzyć. Tak, a więc to były właśnie najważniejsze tematy moich rozmyślań. Oczywiście poza wieloma innymi, których nie mam humoru wymieniać, z resztą w tej chwili są mało istotne. Kiedy dotarłem wreszcie do domu, już od progu zauważyłem Nialla rozłożonego na kanapie z otwartą buzią. Na ten widok pokręciłem tylko z rezygnacją głową, po czym wybrałem się do pokoju, aby pograć na gitarze. Zazwyczaj wyciszało mnie to i uspokajało. (...) Po pewnym czasie zza drzwi zajrzał do mnie zaspany współlokator, któremu swoją drogą, włosy sterczały na wszystkie możliwe strony.
- Obudziłeś mnie. - wychrypiał z na wpół zamkniętymi oczami.
- Trudno. Zrób sobie kawę, albo weź zimny prysznic. - odpowiedziałem kierując swój wzrok z powrotem na struny gitary.
- A swoją drogą to gdzie byłeś przez całą noc? - ciągnął dalej, idąc w moim kierunku, aby ostatecznie usiąść obok mnie na łóżku.
- Z Zoey. - rzuciłem. Wymawiając jej imię, poczułem jakby tysiąc motyli zawirowało nagle w moim brzuchu.
- Z Zoey? A kto to? - powiedział, ale szybko sam sobie odpowiedział. - Aha... To ta dziewczyna, z którą Cię zastali wczoraj?
- Taa. - odparłem z zażenowaniem, bo jego upierdliwość zaczęła mnie już powoli irytować.
- Ale całą noc? Co wyście robili? - dociekał, ale właśnie w tym momencie moja cierpliwość dobiegła końca.
- A co cię to, do jasnej cholery, obchodzi? - odparowałem, podnosząc się i odkładając instrument na miejsce. - Lepiej idź zrób coś do jedzenia, bo zaczynasz być strasznie wkurzający. - dodałem, po czym wybyłem z pomieszczenia, żeby za kilka minut zniknąć za drzwiami łazienki.
*perspektywa Zoey*

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział czwarty.

*perspektywa Zoey* Słysząc słowa otuchy i bliskość Zayna zrobiło mi się troszkę lepiej. Ten chłopak w dziwny sposób na mnie wpływał. Był bardzo opiekuńczy i troskliwy, co było dla mnie nowością, bo Dan nigdy nie odzwierciedlał tych cech. W tamtej chwili, leżąc wtulona w mulata, nie miałam siły się nawet zastanawiać, dlaczego to robię. Dlaczego przytulam się do praktycznie nieznanego mi młodzieńca. Gdyby nie sytuacja, w której się znajdowałam, na pewno nie zrobiłabym podobnej rzeczy. Przy nim było mi po prostu cholernie dobrze, więc momentalnie zasnęłam.
Kiedy otworzyłam oczy, słońce rozpoczynało właśnie swoją "wędrówkę" po niebie. Przez chwilkę nie wiedziałam gdzie się znajduję. Jednak po chwili podniosłam wzrok i wszystkie wspomnienia z wczorajszego wieczoru wróciły. Nie zamierzałam jednak ponownie wybuchać płaczem. Po prostu dźwignęłam się i zgrabnym ruchem usiadłam obok nastolatka, który z uśmiechem na twarzy badawczo mi się przyglądał.
-Hej mała. - powiedział ciepło się do mnie uśmiechając - Wyspałaś się?
-Mhm.. - mruknęłam przeciągając się - Która godzina?
-Szósta rano. - rzekł w odpowiedzi, po czym dodał - Przepraszam że wczoraj cię nie obudziłem, ale spałaś tak słodko, że nie miałem serca...
-Nie ma sprawy - przerwałam mu. -Naprawdę bardzo ci dziękuję za to, że się wczoraj mną zaopiekowałeś. Bardzo mi to pomogło. - uśmiechnęłam się blado, ale najszczerzej jak potrafiłam, po wczorajszym zajściu.
-Cała przyjemność po mojej stronie. A teraz pozwolisz, że odprowadzę się do domu. Bez urazy, ale wyglądasz mizernie. Lepiej, żebyś położyła się do łóżka i porządnie odpoczęła.
-Ojej.. Chyba masz rację. - odparłam wstając z ławki, ale straciłam równowagę i z impetem upadłam na tyłek. Byłam wyczerpana, więc nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Bynajmniej tak to sobie tłumaczyłam.
-Pomogę. - brunet puścił do mnie perskie oko, wyciągając jednocześnie rękę, żebym mogła się podnieść. Przez resztę drogi praktycznie milczeliśmy, jakbyśmy nie chcieli psuć cudownego nastroju, który od dłuższego czasu panował, dzięki wschodzącemu słońcu. Od czasu do czasu po moim policzku spływała niesforna łza, której nie dałam rady powstrzymać. Jednak za każdym razem zgrabnie i szybko ją ocierałam, żeby Zayn jej nie zauważył. Cały czas szłam wsparta na jego ramieniu, ani razu nie pozwolił mi upaść. Uwielbiałam czuć jego dotyk. Był po prostu cudowny i dawał poczucie, że nie jestem sama. Że mam kogoś, na kim mogę polegać. Kiedy dotarliśmy do mojego domu zrozumiałam, że nie chcę się z nim żegnać. Lubiłam jego obecność. Staliśmy przez chwilkę nic nie mówiąc. Nagle Zayn mnie mocno przytulił.
-Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz polegać. Niezależnie od sytuacji. - szepnął mi na ucho, po czym delikatnie cmoknął mnie w policzek i uciekł. Byłam w szoku, co nie zmienia faktu, że spodobało mi się to. No i, wcale nie byłam na niego zła. Za chwilkę weszłam do pustego domu. Nikogo w nim nie było, bo najprawdopodobniej mama była jeszcze w pracy, lub poszła do koleżanki na noc. Otworzyłam więc drzwi kluczem i opadłam zmęczona na kanapę, ażeby troszkę odsapnąć. Zdjęłam buty i rozpuściłam włosy, po czym delikatnie przeczesałam je palcami i powłócząc nogami ruszyłam w stronę łazienki. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i zrobiłam zimny prysznic dla przebudzenia. Od razu lepiej się poczułam i ubrana już w szlafrok ruszyłam na górę do swojego pokoju, zgarniając po drodze jabłko z kuchni. Zasiadłam przed komputerem i odpaliłam twittera. Chrupiąc soczysty owoc wystukałam najbardziej twórczy wpis w moim życiu: "Żałuję, że nie spotkaliśmy się wcześniej. Dziękuję za to, że jesteś. Mam nadzieję, że zostaniesz do końca.". Następnie bez namysłu kliknęłam "wyloguj". Przygryzłam lekko wargę. I co ja mam teraz z tym wszystkim zrobić? Eh.. Wyrzucając ogryzek do kosza, walnęłam się na łóżko, włożyłam słuchawki do uszu i momentalnie zasnęłam, słuchając "Boulevard of broken dreams".
*perspektywa Emily* Do domu wróciłam biegiem. Cały czas myślałam o nieznajomym, który pomógł mi kilka minut temu. Przystojny był. I opiekuńczy. Choć wyglądał na twardego gościa. Doszłam do domu. Zdjęłam buty. Usiadłam przed drzwiami, opierając się plecami o zimne drewno. Ukryłam twarz w dłoniach. Pięć minut mija. Podniosłam się. Koniec rozmyślania. Koniec zamartwiania. Pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy to zadzwonienie do przyjaciółki i zweryfikowanie, co tam wyrabia z tym swoim chłopaczkiem. Wzięłam właśnie telefon do ręki i wykręcałam jej numer, kiedy się powstrzymałam. Nie chciałam zepsuć jej wieczoru. Zawiedziona zablokowałam więc komórkę i schowałam do kieszeni, po czym zdecydowałam, że nie zamierzam całego wieczoru spędzić na rozmyślaniu o czarnowłosym. W kilku susach dotarłam do telefonu domowego i wykręciłam namiar do Maksa - mojego kumpla z dzieciństwa i jednocześnie kuzyna Zoey. On zawsze miał dla mnie czas.
-Siema - zaczęłam, kiedy po trzech sygnałach wreszcie odebrał.
-Hej- usłyszałam w słuchawce.
-Wpadnij do mnie, obejrzymy jakiś horror, bo Zoey właśnie jest na randce i spędza miło czas w towarzystwie tego dupka, Dana. - nie, ja wcale nie obgadywałam właśnie chłopaka przyjaciółki. Ona dokładnie wiedziała, jakie zdanie mam na jego temat.
-Ech. Jeszcze z nim jest? Dobra zaraz będę. Ale uzbrój się w kilka misek popcornu.
-Okej grubasie. Tylko szybko.
-W porządku.- po tych jego słowach rozłączyłam się, nie mając nic więcej do powiedzenia. Niemal od razu ruszyłam w kierunku kuchni, żeby przygotować przekąski. (...)
Kiedy Maks nareszcie zapukał do moich drzwi, przywitałam go obrzuceniem garścią prażonego, solonego badziewia, które tak bardzo uwielbiał. On wybuchnął śmiechem i bez słowa wytrącił mi miskę z rąk.
- Jeden-zero, siostro. - skwitował, na co ja jedynie wzruszyłam ramionami i uniosłam oczy ku górze, aby ukazać, jak bardzo jestem dojrzała. Jednak moje plany spełzły na niczym kiedy zaczął mnie łaskotać. Po kilku minutach nasze wygłupy dobiegły końca, toteż zasiedliśmy do filmu, który bardzo nas zaciekawił. Skończyliśmy oglądać bardzo późno, dlatego oczy kleiły mi się niemiłosiernie. Maks najwyraźniej też był śpiący, bo położył mi demonstracyjnie głowę na ramieniu i udawał, że śpi. Dobra, to jakoś jeszcze przeżyłam, ale kiedy coś mu odbiło i próbował mnie cmoknąć w policzek, zwinnie mu się wyśliznęłam, więc wyglądał co najmniej śmiesznie całując powietrze. Zorientowawszy się, że go przechytrzyłam, zrobił wielkie oczy.
-Moja szkoła. Zdałaś egzamin.- powiedział szczerząc się do mnie, ale zauważyłam, że wyglądał na lekko zbitego z pantałyku. Co z nim do cholery? Wszystkich ostatnio na jakieś miłostki wzięło.
-No, ja myślę, że to jedynie szkoła.- odparłam, znacząco unosząc brwi i kładąc ręce na biodrach, po czym wybrałam się do swojego pokoju.- Jak chcesz zostać na noc to rozłóż sobie kanapę. Wiesz jak się obsłużyć. - rzuciłam na pożegnanie nawet się nie oglądając. Następnie, będąc na miejscu, położyłam się na łóżko i bez zbędnej kąpieli, zasnęłam.
*perspektywa Nialla*
Kiedy Zayn wyszedł na spacer, nie wiedziałem, czym mam się zająć. Chodziłem po domu bez sensu i co i rusz, zaglądałem do lodówki, by wyciągnąć coś dobrego do jedzenia. Za którymś razem byłem do tego stopnia znudzony, że zrezygnowałem. Wziąłem pod pachę magnetofon z salonu i ruszyłem na dwór, popływać w basenie. Urządzenie podłączyłem do najbliższego gniazdka, puściłem muzykę na full i wskoczyłem w kąpielówkach do lodowatej wody. Po jakimś czasie usłyszałem jednak spod wody dziwne dźwięki, jakby muzyka się zacięła, toteż wynurzyłem się, aby to naprawić. Jakież było moje zdziwienie, jak u siebie na trawniku spostrzegłem grubego sąsiada z naprzeciwka, który krzyczał wyzwiska pod moim adresem. Zrobiłem wielkie oczy i spojrzałem na niego dziwnie.
-Niech się pan uspokoi. O co chodzi? - spytałem beztrosko, udając głupiego.
-O co chodzi? O co chodzi! Chodzi o to, że muzyka u pana leci na cały regulator, a ja spać nie mogę! I moje psy szczekają przez nią wniebogłosy! Boże, jaki pan jet bezmyślny!
-Niech pan ochłonie. - odparłem ze spokojem, podchodząc do magnetofonu. - Widzi pan, już jest cicho! - dodałem beztrosko. - A jeśli pan pozwoli to teraz pójdę już do domu, bo niezmiernie wyczerpało mnie to pływanie. - pożegnałem się, po czym zniknąłem za drzwiami do mieszkania.


____________________________________________________

Dawno nie tu nie było, ojej, jak dawno. Ale zatęskniłam za tą opowieścią, no i jestem. Zwarta i gotowa do dalszego pisania. Oczywiście, na tyle, na ile czas mi na to pozwoli. xxxx